na mnie pytająco. – Dlaczego?
– Ja nie idę.
– Zaufaj mi.
Przez chwilę przyglądał się mojej twarzy, po czym powoli się uśmiechnął. – Powinienem się martwić?
– O mnie nie.
***
Następnegopopołudnia poszedł na grilla do Vanessy sam.
Odczekałam pół godziny. Potem, nieproszona, przeszłam do sąsiadów, niosąc w obu rękach duże pudełko z prezentem.
– Powinienem się martwić?
Ogród Vanessy był pełen sąsiadów z papierowymi talerzykami i plastikowymi kubkami w dłoniach. Gdy weszłam przez furtkę, rozmowy ucichły. Irvin zauważył mnie pierwszy i musiał ukrywać uśmiech.
Vanessa nie siliła się na żadne ukrywanie emocji.
– Co ty tu