Moja piekarnia.
– Wiem.
To właśnie czyniło sytuację jeszcze gorszą. Vanessa nie wymyśliła tego problemu. Trafiła na prawdziwy kłopot.
Za dziewięć dni miałam wydać tortweselny dla sześćdziesięciu gości, a zaraz potem zrealizować firmowe zamówienie na dwieście ciasteczek. Składniki były już kupione. Zaliczkę przeznaczono na zaopatrzenie i nową końcówkę do miksera.
Moje piekarniki nagle stały się bezużyteczne.
Vanessa nie wymyśliła tego problemu.
Tego wieczoru Vanessa przyszła na nasz ganek z butelką wina.
– Przyszłam z pewną propozycją – powiedziała.
Irvin skrzyżował ręce na piersi. – Przejdź do rzeczy.
– Powiedz sąsiadom, że skłamałaś. – Wpatrywała się we